Info
Moje rowery
Archiwum bloga
- 2026, Kwiecień42 - 0
- 2026, Marzec51 - 0
- 2026, Luty44 - 0
- 2026, Styczeń56 - 0
- 2025, Grudzień46 - 0
- 2025, Listopad85 - 0
- 2025, Październik78 - 0
- 2025, Wrzesień92 - 0
- 2025, Sierpień85 - 0
- 2025, Lipiec98 - 0
- 2025, Czerwiec78 - 0
- 2025, Maj68 - 0
- 2025, Kwiecień62 - 0
- 2025, Marzec50 - 0
- 2025, Luty36 - 0
- 2025, Styczeń38 - 0
- 2024, Grudzień46 - 0
- 2024, Listopad44 - 0
- 2024, Październik46 - 0
- 2024, Wrzesień39 - 0
- 2024, Sierpień46 - 0
- 2024, Lipiec61 - 0
- 2024, Czerwiec37 - 0
- 2024, Maj47 - 0
- 2024, Kwiecień40 - 0
- 2024, Marzec33 - 0
- 2024, Luty37 - 0
- 2024, Styczeń37 - 0
- 2023, Grudzień36 - 0
- 2023, Listopad50 - 0
- 2023, Październik39 - 0
- 2023, Wrzesień41 - 0
- 2023, Sierpień38 - 0
- 2023, Lipiec61 - 0
- 2023, Czerwiec51 - 0
- 2023, Maj56 - 0
- 2023, Kwiecień35 - 0
- 2023, Marzec48 - 0
- 2023, Luty40 - 0
- 2023, Styczeń49 - 0
- 2022, Grudzień43 - 0
- 2022, Listopad36 - 0
- 2022, Październik46 - 0
- 2022, Wrzesień34 - 0
- 2022, Sierpień48 - 0
- 2022, Lipiec47 - 0
- 2022, Czerwiec45 - 0
- 2022, Maj41 - 0
- 2022, Kwiecień37 - 0
- 2022, Marzec49 - 0
- 2022, Luty39 - 0
- 2022, Styczeń40 - 0
- 2021, Grudzień44 - 0
- 2021, Listopad30 - 0
- 2021, Październik49 - 0
- 2021, Wrzesień43 - 0
- 2021, Sierpień47 - 0
- 2021, Lipiec59 - 0
- 2021, Czerwiec46 - 0
- 2021, Maj52 - 0
- 2021, Kwiecień45 - 0
- 2021, Marzec48 - 0
- 2021, Luty58 - 0
- 2021, Styczeń56 - 0
- 2020, Grudzień42 - 0
- 2020, Listopad39 - 0
- 2020, Październik41 - 0
- 2020, Wrzesień50 - 0
- 2020, Sierpień58 - 0
- 2020, Lipiec50 - 0
- 2020, Czerwiec61 - 0
- 2020, Maj68 - 0
- 2020, Kwiecień67 - 0
- 2020, Marzec44 - 0
- 2020, Luty29 - 0
- 2020, Styczeń44 - 0
- 2019, Grudzień29 - 0
- 2019, Listopad32 - 0
- 2019, Październik37 - 0
- 2019, Wrzesień33 - 0
- 2019, Sierpień1 - 0
- 2019, Maj21 - 0
- 2019, Kwiecień13 - 0
- 2019, Marzec15 - 0
- 2018, Styczeń22 - 0
- 2017, Grudzień1 - 0
- 2017, Listopad10 - 0
- 2017, Wrzesień2 - 0
- 2017, Sierpień31 - 0
- 2017, Lipiec18 - 0
- 2017, Czerwiec21 - 1
- 2017, Maj33 - 0
- 2017, Kwiecień26 - 0
- 2017, Marzec31 - 0
- 2017, Luty17 - 0
- 2017, Styczeń11 - 0
- 2016, Grudzień13 - 0
- 2016, Listopad20 - 1
- 2016, Październik20 - 0
- 2016, Wrzesień18 - 0
- 2016, Sierpień31 - 0
- 2016, Lipiec25 - 0
- 2016, Czerwiec35 - 3
- 2016, Maj34 - 1
- 2016, Kwiecień26 - 0
- 2016, Marzec21 - 0
- 2016, Luty13 - 0
- 2016, Styczeń16 - 0
- 2015, Grudzień21 - 0
- 2015, Listopad25 - 0
- 2015, Październik21 - 0
- 2015, Wrzesień21 - 0
- 2015, Sierpień23 - 0
- 2015, Lipiec24 - 1
- 2015, Czerwiec20 - 1
- 2015, Maj23 - 1
- 2015, Kwiecień22 - 0
- 2015, Marzec12 - 0
- 2015, Luty8 - 0
- 2015, Styczeń13 - 0
- 2014, Grudzień7 - 0
- 2014, Listopad18 - 0
- 2014, Październik23 - 0
- 2014, Wrzesień22 - 0
- 2014, Sierpień26 - 0
- 2014, Lipiec14 - 0
- 2014, Czerwiec16 - 0
- 2014, Maj17 - 1
- 2014, Kwiecień16 - 1
- 2014, Marzec21 - 3
- 2014, Luty24 - 2
- 2014, Styczeń19 - 5
- 2013, Grudzień17 - 3
- 2013, Listopad16 - 2
- 2013, Październik6 - 0
- 2013, Wrzesień1 - 0
- 2013, Sierpień17 - 2
- 2013, Lipiec23 - 0
- 2013, Czerwiec22 - 9
- 2013, Maj21 - 8
- 2013, Kwiecień26 - 12
- 2013, Marzec14 - 3
- 2013, Luty10 - 0
- 2013, Styczeń6 - 0
- 2012, Grudzień12 - 0
- 2012, Listopad12 - 7
- 2012, Październik14 - 6
- 2012, Wrzesień21 - 8
- 2012, Sierpień24 - 13
- 2012, Lipiec22 - 4
- 2012, Czerwiec23 - 2
- 2012, Maj30 - 7
- 2012, Kwiecień19 - 15
- 2012, Marzec24 - 15
- 2012, Luty15 - 11
- 2012, Styczeń14 - 0
- 2011, Grudzień5 - 6
- 2011, Listopad15 - 7
- 2011, Październik19 - 10
- 2011, Wrzesień18 - 8
- 2011, Sierpień28 - 18
- 2011, Lipiec15 - 14
- 2011, Czerwiec21 - 11
- 2011, Maj26 - 20
- 2011, Kwiecień27 - 4
- 2011, Marzec21 - 2
- 2011, Luty3 - 0
- 2011, Styczeń2 - 0
- 2010, Październik2 - 0
- 2010, Wrzesień2 - 0
- 2010, Sierpień7 - 0
- 2010, Lipiec5 - 0
- 2010, Czerwiec1 - 0
- 2009, Czerwiec1 - 0
Dane wyjazdu:
ODO : 50.10km,
TN: 26.00km
CLK: 02:58h,
AVS: 16.89km/h
Max: 39.00km/h,
Temp: 14.0°C
HRmax: 167
( 87%)
Avg: 97
( 50%)
Climb: 237m,
CAL: 1430kcal
Rower:Sparta Windsor
Langenfeld przełajowo :)
Piątek, 15 kwietnia 2011 · dodano: 15.04.2011 | Komentarze 0
Dla hecy postanowiłem sprawdzić dokładność niemieckich map rowerowych. Wybrałem OpenCycle Map i zabrałem się do roboty. Szybko wyprodukowałem tracka GPS i ruszyłem w drogę. Plan: 43km z czego 25 w terenie. Chciałem maksymalnie omijać główne drogi i jak najwięcej przejechać polami, wzdłuż jezior i po leśnych ścieżkach. Przy okazji mając na uwadze rower... nie oddalać się w linii prostej dalej niż na 1,5h piechotą od hotelu. Początek standardowy, przez pola w kierunku zameczku Laach i daleh do Rheindorf. Gdy już się tam dotelepałem odbiłem w lewo żeby zrobić zaplanowane "kółko" wokoło Langenfeld. Wiosna pełną gębą. Wszędzie zielono a na polach już kwitnie rzepak.

Zatrzymuję się jeszcze na chwilę na wiadukcie nad A3 :) Tym samym fotkę dedykuję wszystkim rodzimym kierowcom płacącym po 5,20zł za literek PB95 i od cholery podatków na utrzymanie naszych pięknych autostrad. No to macie! Popatrzcie sobie! A co!

Pomijając fakt, że jeszcze nie tak dawno kompletnie zdewastowany rejon Niemiec dzisiaj jest pełen zieleni, parków, lasów, jezior i szlaków rowerowych. Jadąc tędy dzisiaj nikt by nie powiedział, że kiedyś było tutaj brudno i przemysłowo. No ale Niemcy jak to Niemcy. Porządek robią wcześniej czy później. Rodzime warcholstwo natomiast zajmuje się jak zwykle PIERDOŁAMI, kopaniem dołków pod politycznymi przeciwnikami i "łapaniem" się na kolejną kadencję, żeby wypchać sobie i tak już pękające w szwach portfele. Bodajby zdechli - z całego serca! Problem w tym, że zdychają Ci, co leczą się "za publiczne".

Ale co tam, dalej znowu pola, znowu parki i przygrzewające słoneczko. Zaplątałem się w pobliżu hodowli koni. Jak mnie zobaczyły to zamiast ładnie pozować do zdjęcia natychmiast zleciały się do ogrodzenia żeby zobaczyć co to za osobliwy okaz się napatoczył. Miałem im zęby fotografować z takiej odległości? Ze zdjęć nici, jedno wyszło.

Zadowolony i zmachany wracam sobie spokojnie ścieżkami między kolejnymi jeziorkami, polami aż wreszcie wpadam na genialną leśną drogę ciągnącą się wzdłuż brzegu jednego z większych jeziorek. Z lewej coraz bliżej zamyka teren autostrada, ale przecież na mapie był tunel i spokojnie się przejedzie na drugą stronę. Kilkaset metrów i jest tunel... za 3m płotem! Co za osioł skończony postawił tutaj bramę z drutem kolczastym! Przecież można tu dojechać z obydwu stron! Wracać 7km? Szukam wyjścia z sytuacji i po rozejrzeniu się w terenie... nie znajduję. Pozostaje idąc w ślady naszego ex-Prezydenta dokonać skoku przez płot. po 10 minutach morderczego wysiłku 30kg Sparty zawisa po drugiej stronie ogrodzenia. Po kolejnych 10 moje zwłoki spadają po drugiej stronie. Po kolejnych 10 minutach dochodzę do siebie i ściągam rower na ziemię. Kolejne 15 minut spędzam na przemyśleniach jakie cierpienia zadałbym temu, kto wymyślił tą wspaniałą atrakcję. Ponieważ doszedłem do wniosku, że moje pomysły były co najmniej niehumanitarne: pojechałem dalej natrafiając na kolejny płot. Tym razem poszło łatwiej i wystarczyło objechać przeszkodę. Czas jednak na wnioski z dzisiejszej wyczieczki. Mianowicie poza wspaniałą trzymetrową bramą na trasie w żadnym innym miejscu nie utknąłem. Wszędzie można było przejechać a dokładność mapy rowerowej miło mnie zaskoczyła. Super! W Polandii to można się zgubić wytyczając trasę po asfaltach a tu proszę: w Niemczech da się nawet po ścieżkach leśnych. Ciekawe co na to rodzima kartografia? 50 lat za murzynami? O, przepraszam, to byłby komplement!

Poganiany perspektywą obycia się bez kolacji przyspieszam tempo aby zdążyć do "Kaufa" przed zamknięciem. Po drodze żałuję, że nie zabrałem aparatu. Zachód słońca był wyjątkowo ładny. Niestety telefon to za mało aby oddać go choćby w 5%. Do Kauflandu wpadam na 15min przed zamknięciem. Złapawszy co trzeba płacę i gnam do hotelu bo już prawie ciemno a moje oświetlenie służy jedynie do ozdoby. Ciężko było ale w końcu udaje się dotoczyć na miejsce i paść na łóżko. Uff.
Kategoria turystycznie
Dane wyjazdu:
ODO : 43.00km,
TN: 3.00km
CLK: 02:20h,
AVS: 18.43km/h
Max: 40.50km/h,
Temp: 14.0°C
HRmax: 165
( 86%)
Avg: 99
( 51%)
Climb: 388m,
CAL: 1276kcal
Rower:Sparta Windsor
Solingen, jawohl!
Czwartek, 14 kwietnia 2011 · dodano: 14.04.2011 | Komentarze 0
Tak sobie założyłem, że pojadę po pracy do Solingen. Jak co niektórzy pamiętają w latach 90tych pełno było reklam laserowo ostrzonych noży Solingen, które cięły wszystko ;) Pochodzą właśnie stąd. I szczerze mówiąc trzeba się napocić, żeby tam dojechać. Wszędzie dookoła płasko a tu tymczasem podjazdy po 11%, cały czas pod górę i na dość krótkim odcinku wspinam się ponad 300m w pionie. Samo miasto nie robi wrażenia. Powiedziałbym, że przy innych okolicznych miastach robi wrażenie nieco zaniedbanego. Za to ma pełno górek i zwiedzanie Solingen na moim żeliwnym rumaku jest co najmniej kłopotliwe.

Musiałem się nieźle napocić. Sam dojazd też nie był zachwycający. Przyzwyczajony do czystych, eleganckich wiosek i miasteczek miałem wrażenie, że teleportowałem się na przedmieścia Birmingham czy Detroit. Powrót natomiast to poezja :) Słońce, ciepło, z górki i wszędzie zielono. Niby droga biegła równolegle do tej, którą przyjechałem i to w niewielkim oddaleniu a tutaj takie zaskoczenie. Znowu niemiecki porządek, ładne i zadbane domki i dużo zieleni.

Pomykając sobie dalej coraz to ciekawszymi okolicami docieram do Hitdorfer See, jeziorka powstałego jak wiele innych w wyniku zaprzestania wydobycia żwiru. Objeżdżam wokoło witając się po drodze z zaprzyjaźnionymi kopytnymi stworzeniami. Potem już tylko przez pola do hotelu i hop pod prysznic.

Kategoria turystycznie
Dane wyjazdu:
ODO : 20.10km,
TN: 1.00km
CLK: 01:13h,
AVS: 16.52km/h
Max: 31.30km/h,
Temp: 13.0°C
HRmax: 139
( 72%)
Avg: 87
( 45%)
Climb: 50m,
CAL: 459kcal
Rower:Sparta Windsor
Baumberg
Środa, 13 kwietnia 2011 · dodano: 13.04.2011 | Komentarze 0
Kompletnie wykończony dniem w pracy zahaczam o Aldiego. Tak jakoś wyszło, że z Aldiego pojechałem przed siebie. Trafiłem nad Ren. Tu zobaczyłem coś fajnego. Potem barka płynęła w dół rzeki, więc musiałem się z nią pościgać do póki droga się nie skończyła. Jak już się skończyła i musiałem skręcić w miasto to jechał kolarz, któremu musiałem pokazać, że prawie 30kg potwór i gość ubrany w dżinsy i polar potrafią mu usiedzieć na kole. Dalej już bez celu aż wreszcie trzeba było wracać. Uzbierało się 20km i kilka zdjęć. Całkiem nieźle jak na jazdę do Aldiego oddalonego 500m od hotelu :)


Kategoria turystycznie
Dane wyjazdu:
ODO : 28.20km,
TN: 5.00km
CLK: 01:40h,
AVS: 16.92km/h
Max: 31.40km/h,
Temp: 9.0°C
HRmax: 144
( 75%)
Avg: 104
( 54%)
Climb: 151m,
CAL: 713kcal
Rower:Sparta Windsor
This is SPARTA!
Wtorek, 12 kwietnia 2011 · dodano: 12.04.2011 | Komentarze 0
Podniósłszy tytułowy okrzyk bojowy wskakuję na tenże rower. Prawdziwa Sparta i warunki spartańskie. Siodełko ze skóry nadszarpnięte przez ząb czasu, pozycja jak na prawdziwego oldtimera przystało kompletnie wyprostowana a kierownica... jak widać. 3 biegi, dwa hamulce, z czego przedni ledwie dający efekty a tylny typu torpedo, który na szczęście działa :) Całości dopełnia wszechobecna rdza, delikatne skrzypienie każdej składowej tegoż pojazdu oraz niemalże równie stare zapięcie i pompka zamykana na kluczyk do ramy. Co do oświetlenia... ładnie wygląda i dużo waży. Na tym kończy się jego rola. Waga całości... 29,7kg! Mniej więcej tyle, ile lat liczy sobie ten sprzęt.

Rozpędzenie tego żelastwa wymaga nie lada nakładu energii, więc przykładam się sumiennie i chwilę później pikuję między półki sklepowe w Lidlu i Aldim. Zrobiwszy małe zapasy ruszam ulicami Monheim zataczając kółko. Mijam park wodny i przejeżdżam autostradę. Dalej prosto w kierunku Leverkusen (tak, tego Leverkusen od Bayeru Leverkusen). Dzisiaj jednak dalej pchać się nie będę i zawracam w stronę Renu zaczepiwszy jedynie o przedmieścia. Ścieżkami rowerowymi z prawdziwego zdarzenia mijam prawdziwą autostradę i docieram do rzeki. Kilka km ścieżką rowerową i dalej na przełaj między polami do kolejnej szosy, którą wpadam prosto na hotel. Zapinam Spartę do stojaka i na kolację!
Kategoria turystycznie
Dane wyjazdu:
ODO : 44.30km,
TN: 19.00km
CLK: 03:02h,
AVS: 14.60km/h
Max: 45.00km/h,
Temp: 10.0°C
HRmax: 170
( 89%)
Avg: 124
( 64%)
Climb: 1235m,
CAL: 2537kcal
Rower:Merida Sport 700
Błatnia Trophy
Niedziela, 10 kwietnia 2011 · dodano: 10.04.2011 | Komentarze 0
Ubrany jak na Syberię wyruszam kwadrans przed dziewiątą w kierunku Dębowca. Pierwsze kilkadziesiąt metrów już kazało mi żałować, że zapomniałem zabrać ożaglowania. Przy dzisiejszym wietrze nie musiałbym w ogóle pedałować, żeby po drodze złamać wszelkie ograniczenia prędkości. Może 3 minuty po dziewiątej docieram wreszcie na parking pod Dębowcem gdzie spotykam Mirka i Maćka. Po chwili jest i Konrad z kolegą. Gdyby nie ten wiatr pogoda byłaby wyśmienita do jazdy: słońce, pojedyncze obłoki na niebie, wspaniała widoczność. Wszystko zapowiadało super widoki w górach, więc ostatecznie porzuciliśmy opcję jazdy dookoła jeziora Goczałkowickiego. Tą trasę popełnimy innym razem.

Niedługo później pojawiają się i pozostali. W sumie jest nas siedmioro i taką też "bandą" ruszamy szlakiem na Dębowiec. Tempo iście turystyczne ale i ubiór nie pozwala na szybsze kręcenie. W słońcu zaraz robi się ciepło po to aby za chwilę było przeraźliwie zimno w cieniu. Super warunki aby złapać choróbsko... choć w sumie cyklozę już mamy, do tego przewlekłą, więc co tam!

Podjazd na Szyndzielnię upływa na pogaduchach i walce z moim HAC4, który z powodu jakiegoś dziadostwa pomiędzy stykami odmówił zapisania dotychczasowej trasy. Pomógł dopiero reset i przetarcie podstawki. Dalej już bez problemów 180-200W do samej góry. Pod schroniskiem postój, czekamy na pozostałych, którzy docierają w samą porę by uratować nas od niechybnej hipotermii. Po kamyczkach na Klimczok... oczywiście sam szczyt Klimczoka. Dumny i blady wyjeżdżam bez przymusowych postojów. Nie wiedziałem, że jeszcze potrafię. Widać powrót do normalności, pytanie na jak długo?

Atak na schronisko pod Klimczokiem był krótki. Przygodna turystka słysząc, że pochodzę z N.Sącza zdążyła mi się wyżalić, że pierwsza rzecz jaka ją tam spotkała to "obrobienie" z torebki... No tak, bo gdzie indziej nie kradną tylko przynoszą zgubione portfele w zębach w stanie nienaruszonym - jasne! Życząc pani miłego dnia jedziemy przecinką do żółtego szlaku na Błatnią. Kilka powalonych drzew i całkiem nowy krzyż i kilka zniczy smutno informuje nas o czyjejś tragedii. Turysta nie miał większych szans z kilkudziesięcioletnim świerkiem powalonym przez wiatr. Nasuwa się jednak pytanie: czy gdyby kochani leśnicy nie "pozyskiwali" tutaj drewna to do tej tragedii również by doszło?

Zjazd na Błatnią: poezja. Widoki jak malowane i tylko wiatr nadal dokucza. Nie przeszkadza to nam jednak zaatakować "kanał" na szczycie i po kilku zdjęciach zjechać do schroniska. Tam Konrad, Borsuk i ja żegnamy się z resztą ferajny i atakujemy Brenną zielonym szlakiem. Zostawiwszy po sobie jedynie smugę kurzu zjeżdżamy do knajpki by wrzucić coś na ząb. Czas umila nam mocno podchmielony pan właściciel nie będący dzisiaj "na służbie". A jak!

Potem już standardowy powrót przez Górki Wielkie i Nałęże do Aleksandrowic, skąd rozjeżdżamy się do domów. Po drodze z lotniska spotykam jeszcze towarzyszy pozostawionych na Błatniej. Podwójne pożegnanie i do domu. Tym razem jutro nigdzie nie pojedziemy. Przynajmniej ja. Kolanka do serwisu.
Kategoria mtb
Dane wyjazdu:
ODO : 51.74km,
TN: 4.00km
CLK: 02:24h,
AVS: 21.56km/h
Max: 48.60km/h,
Temp: 10.0°C
HRmax: 166
( 85%)
Avg: 123
( 63%)
Climb: 590m,
CAL: 1847kcal
Rower:Merida Sport 700
Brenna Snow Party ;)
Sobota, 9 kwietnia 2011 · dodano: 09.04.2011 | Komentarze 0
Tym razem bez jęzora ciągniętego 2 metry za rowerem, spokojnie, na luzie dojeżdżam do Grzesia, który jak to ostatnio bywało, czeka w jakimś dziwnym miejscu. Szosą cieszyńską jedziemy do Jaworza. Ruch jest spory i odbijamy do "centrum" tejże miejscowości (czy już właściwie dzielnicy Bielska?). Unikając w ten sposób niechybnej śmierci pod kołami jakiegoś tubylca (SZY, SCI - znów bez urazy dla tych dobrych kierowców) bocznymi drogami docieramy do Nałęża i dalej dobrze nam znanym szlakiem przez las do Górek Wielkich. Wzdłuż rzeki docieramy niemalże do centrum Brennej. W knajpce popijamy dzisiaj wyjątkowo wystudzonego grzańca (w ilościach dozwolonych:)) i delektujemy się domowym chlebem ze smalcem serwowanym za zupełną darmochę dla gości knajpki.

Powrót tą samą trasą z tą różnicą, że tym razem jedziemy już przez Jaworze do samego Bielska, nie ryzykując użerania się z blachosmrodami na Cieszyńskiej. Jak to w kwietniu bywa dowaliło nam... śniegiem! Kolejny skandal. My to zawsze mamy szczęście do klęsk żywiołowych i katastrof ;) Tradycyjnie: jutro znowu gdzieś pojedziemy!
Kategoria mtb
Dane wyjazdu:
ODO : 3.00km,
TN: 0.00km
CLK: 00:13h,
AVS: 13.85km/h
Max: 23.00km/h,
Temp: 9.0°C
HRmax: 119
( 61%)
Avg: 97
( 50%)
Climb: 63m,
CAL: 113kcal
Rower:Merida Sport 700
Śmiechu warte...
Piątek, 8 kwietnia 2011 · dodano: 08.04.2011 | Komentarze 0
Wyjechałem z malutką na wycieczkę po czym zaczęło padać (a jak!), więc czym prędzej zwinęliśmy żagle i grzecznie wróciliśmy do domu. Przynajmniej mała zdążyła się wyszaleć na placu zabaw. Co do mnie... śmiechu warte.
Kategoria turystycznie
Dane wyjazdu:
ODO : 21.48km,
TN: 1.00km
CLK: 01:03h,
AVS: 20.46km/h
Max: 48.50km/h,
Temp: 12.0°C
HRmax: 150
( 77%)
Avg: 112
( 57%)
Climb: 157m,
CAL: 592kcal
Rower:Merida Sport 700
Got Milk?
Środa, 6 kwietnia 2011 · dodano: 06.04.2011 | Komentarze 0
Wieczorna wyprawa do Komorowic po mleczko dla małej :) Nie ma to jak powrót z plecakiem wypełnionym 5l świeżego "mlika" i kilogramem świeżego białego sera :) Po drodze stała się rzecz niesamowita: kiedy przejeżdżałem sobie na "zielonym" przez skrzyżowanie z boku wyjechał mi samochód. Oczywiście wprost we mnie. Gość chyba mnie nie widział bo wątpię w to, że celowo miał zamiar zamieść przypadkowym rowerzystą asfalt. O dziwo kierowca, pan w średnim wieku, zatrzymał się, otworzył okno i bardzo mnie przepraszał. Sam fakt, że to zrobił wprowadził mnie w takie osłupienie, że jedynie odparłem, iż "dobrze, że nic się nie stało" i pojechałem dalej... Szok. Przez 16 lat zdążyłem się przyzwyczaić do chamstwa, buractwa, wieśniactwa, agresji, bezmyślności i bezczelności kierowców. Nigdy nikt nie przeprosił nawet za poważne niecelowe wymuszenie czy nieuwagę. Pierwszy raz usłyszałem słowo przepraszam w takiej sytuacji. Muszę ochłonąć...
Kategoria mtb
Dane wyjazdu:
ODO : 30.40km,
TN: 11.50km
CLK: 02:05h,
AVS: 14.59km/h
Max: 50.40km/h,
Temp: 5.0°C
HRmax: 168
( 86%)
Avg: 131
( 67%)
Climb: 817m,
CAL: 1796kcal
Rower:Merida Sport 700
Szyndzielnia One
Wtorek, 5 kwietnia 2011 · dodano: 05.04.2011 | Komentarze 0
18:30 a ja dopiero na rower. Włączam stoper na 15 minut. Tyle będzie trwała rozgrzewka. Kadencja 90-100/min i powoli jadę sobie w kierunku Dębowca. Mija 15 min i trochę przyspieszam. Podjazd pod Dębowiec pokonuję szybko i sprawnie. Pod drogowskazem włączam międzyczas. Wdrapanie się pod Szyndzielnię nie sprawia problemów, jednakże ostatni odcinek podjazdu stokiem narciarskim daje się we znaki. Jest stromy ale i błotnisty. O przyczepność niełatwo, szczególnie, że moje Schwalbe TableTop 2,2" bieżnikiem nie grzeszą i na mokre warunki raczej się nie nadają. Udaje mi się jednak wyjechać bez przymusowych przystanków pod sam szczyt. Przy tablicy Szyndzielnia kolejny międzyczas. Tak dla zabawy :) Długo się nie zastanawiając ruszam w kierunku Klimczoka: w końcu robi się ciemno! Podjazd w dużej części pokrywają płaty śniegu i lodu. Temperatura 3 stopnie. Do Klimczoka rower dwukrotnie próbuje się mnie pozbyć ale jakoś udaje się utrzymać. Miejscami jest naprawdę ślisko. Na polanie pod Klimczokiem kilkakrotnie się zakopuję w drodze do schroniska.

Tam zawracam i decyduję się na niebieski szlak do Szczyrku. Jest zbyt dużo błota, żeby myśleć o w miarę normalnym zjeździe przez Szyndzielnię do Bielska. Niebieski szlak do Szczyrku jest bardziej obiecujący. Jest już ciemno. Wyciągam latarkę i w jej słabym świetle pokonuję pierwszy kilometr zjazdu. Duże, luźne kamienie udaje się jakoś przejechać i trafiam na drogę, którą nasi wspaniali leśnicy "pozyskują drewno" lub nazywając rzeczy po imieniu: Skur**syny jedne wszystko muszą zniszczyć, wyciąć, zaorać i zostawić po sobie gołe zbocza gór i koleiny wypełnione błotem tak głębokie, że można się w nich schować po szyję. Oto Polska właśnie! Odpowiedzialnym za ten stan rzeczy życzę powolnej, bolesnej agonii. Porzucając żale zjeżdżam do Szczyrku i stąd asfaltem do Bielska. O dziwo żaden SZY mnie nie rozjechał... Nawet nie próbował! To Ci dopiero, święto jakieś? Prima Aprilis już był przecież!
Kategoria mtb
Dane wyjazdu:
ODO : 48.61km,
TN: 3.00km
CLK: 03:19h,
AVS: 14.66km/h
Max: 49.30km/h,
Temp: 18.0°C
HRmax: 158
( 81%)
Avg: 100
( 51%)
Climb: 618m,
CAL: 1720kcal
Rower:Merida Sport 700
Brenna z Rodziną
Niedziela, 3 kwietnia 2011 · dodano: 03.04.2011 | Komentarze 0
Piękna słoneczna niedziela, więc trzeba ponownie skorzystać z dwóch kółek. Tym razem żona i córcia jadą ze mną. Przy okazji dołączył się jeszcze Wielce Szanowny QŃ :) Tym sposobem w tempie emeryta przejechaliśmy Aleksandrowice, Jaworze, Górki Wielkie i dotoczyliśmy się do Brennej, gdzie okazało się, że naszą ulubioną knajpę kupiły jakieś jełopy i nie dość, że drogo to nie ma co zjeść "bo już się skończyło". Niech się wypchają: więcej nas nie zobaczą. Szkoda, fajna knajpka była. Zdegustowani odjeżdżamy po to by cieszyć się wspaniałą wycieczką. Super niedziela!
Kategoria mtb










