Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi PiaseQ z miasta Bielsko-Biała. Od 2011 roku przejechałem 165947.39 kilometrów w tym 17672.40 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 15.98 km/h. Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Statystyki

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Facebook


Archiwum bloga

Dane wyjazdu:
ODO : 45.53km, TN: 3.00km
CLK: 01:45h, AVS: 26.02km/h
Max: 46.80km/h, Temp: 19.0°C
HRmax: 168 ( 87%) Avg: 127 ( 66%)
Climb: 589m, CAL: 1473kcal

Po pracy.

Środa, 27 kwietnia 2011 · dodano: 27.04.2011 | Komentarze 0


Rzekło się A to i trzeba B. Pogoda dopisała i powrót do domu był bardzo sympatyczny. Pojechałem przez Dzięgielów i Ustroń do Jaworza i dalej przez Wapienicę i lotnisko. Nieźle ale to nie koniec na dzisiaj.

Jeszcze wspólny trening bbRiderZ o 18:00 :)

Kategoria mtb

Dane wyjazdu:
ODO : 32.78km, TN: 0.00km
CLK: 01:19h, AVS: 24.90km/h
Max: 55.60km/h, Temp: 10.0°C
HRmax: 159 ( 83%) Avg: 129 ( 67%)
Climb: 369m, CAL: 1027kcal

Poranek masochisty.

Środa, 27 kwietnia 2011 · dodano: 27.04.2011 | Komentarze 1


Czemu masochisty?

A jak nazwiecie kogoś, kto o 6 rano wyjeżdża rowerem do pracy odległej o 33km, z laptopem i ubraniem na zmianę w plecaku ważącym w sumie 10,2kg? Do tego prognoza pogody nie wróży nic dobrego. W najlepszym razie ma być szaro buro, zimno i ponuro.

No i trzeba jeszcze wrócić, choć tym razem bez plecaka przynajmniej ale za to dłuższą drogą.

Kategoria mtb

Dane wyjazdu:
ODO : 33.50km, TN: 9.50km
CLK: 01:57h, AVS: 17.18km/h
Max: 50.20km/h, Temp: 15.0°C
HRmax: 165 ( 86%) Avg: 132 ( 69%)
Climb: 829m, CAL: 1562kcal

Błatnia Recon

Wtorek, 26 kwietnia 2011 · dodano: 26.04.2011 | Komentarze 2


Zamiatając asfalt od prawej do lewej pędzę "ile fabryka dała" na spotkanie z Grzesiem, który już od dłuższej chwili grzecznie (albo i nie) czeka na mnie w Jaworzu Nałężu. Rowery umyte, więc oczywiście nie moglibyśmy popełnić wyjazdu nimi w teren po ostatnich deszczach. Byłby to przecież skandal! Tym samym już po kilku minutach gramolimy się szlakiem pod Błatnią dopóki ilość i śliskość kamieni nie zmusiła nas do kapitulacji i dalszej wspinaczki na piechotę. Po chwili jesteśmy na górze. Tutaj obowiązkowa fotka. Dalej ruszamy już znanym nam odcinkiem spod Błatniej w kierunku Jaworza.

Po drodze podziwiamy robotę naszych kochanych leśników. Oczywiście Ikea z czegoś mebelki robić musi i zachowanie krajobrazu jest mało istotne wobec możliwości nachapania się kilku złotówek. Trzeba wszystko wyciąć "w cholerę", zrównać z ziemią i zostawić po sobie pobojowisko, przez które pieszy nie przejdzie nie mówiąc o jeździe rowerem. Wszystko pod pretekstem usuwania chorych drzew. Tych jednak nie widzieliśmy. Za to widzieliśmy same piękne i zdrowe potraktowane piłą mechaniczną. Wszystkim odpowiedzialnym za dewastację naszych szlaków, lasów i ogólnie krajobrazu życzymy: Niech Was szlag jasny trafi! Byle szybko!
Kategoria mtb

Dane wyjazdu:
ODO : 15.44km, TN: 7.00km
CLK: 00:52h, AVS: 17.82km/h
Max: 39.60km/h, Temp: 20.0°C
HRmax: 173 ( 90%) Avg: 139 ( 72%)
Climb: 308m, CAL: 806kcal

Dębowiec XC

Sobota, 23 kwietnia 2011 · dodano: 23.04.2011 | Komentarze 0




Kategoria mtb

Dane wyjazdu:
ODO : 50.03km, TN: 1.00km
CLK: 02:16h, AVS: 22.07km/h
Max: 43.20km/h, Temp: 18.0°C
HRmax: 173 ( 90%) Avg: 118 ( 61%)
Climb: 434m, CAL: 1536kcal

Goczałkowice Sundown

Piątek, 22 kwietnia 2011 · dodano: 22.04.2011 | Komentarze 0


18:05, Kaufland... Start! Ruszamy ul. Andersa i kierujemy się na Trzy Lipki. Podjazd... Jaki podjazd? To był jakiś? Ani Agnieszka ani ja nie zauważyliśmy. Tym samym dalej popedałowaliśmy w stronę jeziora Goczałkowickiego. Nad zaporą przerwa na zdjęcia. Oj zachód słońca dzisiaj jest doskonały. Warto było się przytelepać tych 20km. Po sesji zdjęciowej ruszamy wzdłuż zapory w drogę powrotną. Tu włączamy metodę eksploracyjną, czyli po 15 minutach oboje nie wiemy gdzie jesteśmy i w jaką stronę jedziemy ;) Jedyną wskazówką jest słońce a po kilku kilometrach mamy już widok na Szyndzielnię. Kręcąc po asfaltowych "bezdrożach" kilka minut po ósmej docieramy na Karpackie. Wesołych Świąt!





Kategoria mtb

Dane wyjazdu:
ODO : 20.00km, TN: 4.00km
CLK: 00:58h, AVS: 20.69km/h
Max: 31.60km/h, Temp: 19.0°C
HRmax: 145 ( 75%) Avg: 106 ( 55%)
Climb: 47m, CAL: 604kcal

Pożegnanie z N-Westfalią.

Środa, 20 kwietnia 2011 · dodano: 20.04.2011 | Komentarze 0


Dzisiaj przedostatni dzień w Monheim. Jutro jednak od rana mam masę pracy a później samolotem lecę do Polski. Miałem znowu nigdzie nie jechać ale zerknąłem w statystyki i wyszło mi 390km przez te kilka dni tutaj. Tak oczywiście być nie może! Trzeba do 400km dokręcić. Tym samym pojechałem do sklepu, potem do parku a w końcu nad Ren. Rzut oka na zachodzące słońce i przepływające jedna za drugą barki po czym krótka przejażdżka po mieście i powrót do hotelu. Uzbierało się tego 20km. Całkiem nieźle.


Status wyjazdu: 410km,
czas jazdy: 21h:16min,
średnia: 19.42km/h,
suma podjazdów: 1700m,
kalorie: 12206kcal,
wycieczek: 9,
średnia: 41.31km i 2h:07min na wycieczkę.

Jutro definitywnie dzień bez roweru za to urwanie głowy murowane.

Kategoria turystycznie

Dane wyjazdu:
ODO : 60.90km, TN: 0.00km
CLK: 02:13h, AVS: 27.47km/h
Max: 0.00km/h, Temp: 21.0°C
HRmax: 182 ( 95%) Avg: 120 ( 62%)
Climb: 148m, CAL: 2073kcal

Na wstecznym ;)

Wtorek, 19 kwietnia 2011 · dodano: 19.04.2011 | Komentarze 0


Ile można jeździć w kółko? Widać można. Tym razem dla odmiany w drugą stronę. Trasa jest sympatyczna, więc czemu nie? Ledwie zdążyłem się rozgrzać a tu jakiś miły pan na szosówce się nawinął. Ciężko rozbujać moją wspaniałą Spartę, więc goniłem go dobre 2-3km. W końcu z jęzorem na plecach siadłem mu na kole żeby odpocząć. Jegomość jednak połapawszy się w mig, że goni go jakaś drezyna ani myślał pozwolić na darmową przejażdżkę. Wcisnął gaz do dechy i wio do przodu ile fabryka dała. Dobrze, że nie dała zbyt dużo bo przy prędkościach sięgających 40km/h Sparta jest już całkowicie nieobliczalna. Już po kilkuset metrach wyć wniebogłosy zaczął mój CICLO próbując powstrzymać moje masochistyczne zapędy. Nie dałem jednak za wygraną i 169bpm mnie nie odstraszyło. Problem w tym, że takie tętno widziałem u siebie może raz w tym roku i było to na sekundę przed tym, jak skonałem w przydrożnym rowie. Tak więc zacząłem rozglądać się za przytulnym miejscem aby zakończyć tę farsę nie odpuszczając jednak ani na centymetr. Przejechałem tak jeszcze kilkaset metrów i stała się rzecz wydawałoby się niemożliwa. Na wyświetlaczu pojawiła się liczba 170...171...175! W ciągu kilkunastu sekund było już 178, potem 182! Z początku myślałem, że to jakieś przesiewy ale ani myślało być mniej. Jeszcze kilkaset metrów i zaczęły wracać siły. Zapiąłem trzeci (!) bieg i jazda! Darliśmy niemal 40km/h a miły Pan ani myślał puścić. Po następnych 3km tempo nieco spadło. Dojechaliśmy do Hitdorf i tam niestety siły opuściły... mojego nowego kolegę :) Pękł niczym bańka mydlana i nie pomógł mu nawet jego lśniący spec! Man down! Ha! Sparta vs Specialized 1:0!

Dalej przez most w Leverkusen na drugą stronę i powtórka z rozrywki sprzed dwóch dni. Szosą do Dusseldorfu, z powrotem na prawy brzeg Renu i gaz do dechy do Monheim. Ave Sparta!

Kategoria turystycznie

Dane wyjazdu:
ODO : 21.00km, TN: 6.00km
CLK: 01:11h, AVS: 17.75km/h
Max: 36.60km/h, Temp: 19.0°C
HRmax: 165 ( 86%) Avg: 107 ( 56%)
Climb: 70m, CAL: 709kcal

Bez celu...

Poniedziałek, 18 kwietnia 2011 · dodano: 18.04.2011 | Komentarze 0


Tytuł chyba wyjaśnia wszystko. Po weekendowych wojażach pozostało mi jedynie leżeć do góry brzuchem. Szło mi całkiem nieźle do 18:30, kiedy to przypomniałem sobie, że kończy się mineralna a w szafie mam pełno butelek (tak, w Germanii plastikowe 1,5l butelki są zwrotne i kaucja za sztukę to cała złotówka!). Tym samym zwlokłem się i wyładowany plastikiem pojechałem do "Aldika". Oddawszy butelki i zaopatrzony w wodę i kolację coś musiałem ze sobą zrobić. Pogoda nadal super, więc pojechałem nad Ren. Trochę potestowałem serducho, które uparcie nie chciało pukać szybciej niż 165/min a w chwilę po odpuszczeniu pedałów miałem już 90/min. Pewnie się kończę... ale kto by się tym przejmował.

Nie przejmując się wiele zerkałem jedynie co jakiś czas czy czasem na wyświetlaczu nie pokaże się "zero". Ponieważ nie chciało to dojechałem nad Hitdorfer See, objechałem je dookoła i popedałowałem przez Schloss Laach do hotelu. Jutro to już chyba nigdzie nie pojadę.



Kategoria turystycznie

Dane wyjazdu:
ODO : 61.80km, TN: 1.00km
CLK: 03:07h, AVS: 19.83km/h
Max: 33.60km/h, Temp: 17.0°C
HRmax: 143 ( 74%) Avg: 97 ( 50%)
Climb: 141m, CAL: 1584kcal

Powtórka z rozrywki

Niedziela, 17 kwietnia 2011 · dodano: 17.04.2011 | Komentarze 0


Po wczorajszej pętli kompletnie nie miałem ochoty na rower, więc poszedłem pobiegać. Biegać też mi się nie chciało i zrobiłem raptem 3km w pobliskim lasku. Pewnie na takim "nicniechceniu" skończyłby się dzień ale na szczęście wybawił mnie z kłopotu Ragavan. Późno, bo przed trzecią po południu zadzwonił i uprzedził, że będzie za 30 minut pod hotelem. Przyjechał oczywiście z rowerem. Tym samym równo o czwartej ruszyliśmy śladami mojej wczorajszej wycieczki. Kolejne kilometry mijały na spacerowej niemal jeździe. Nie obyło się też bez wypadku. Poinformowany o moim zamiarze przejechania w przyszłym roku supermaratonu Ragavan zjechał przednim kołem z jezdni na trawę i czym prędzej zbierał grzecznie swoje poobijane zwłoki z asfaltu. Na szczęście skończyło się na przeciętej dętce i kilku zadrapaniach. Po szybkiej naprawie koła ruszyliśmy dalej. Zamiast jednak gnać aż do samej Kolonii skręciliśmy grzecznie wcześniej na most do Leverkusen. Stamtąd ponownie po śladach wczorajszego wypadu dojechaliśmy do Monheim i kolega pognał autem do domu. Kolejny doskonały dzień.

Kategoria turystycznie

Dane wyjazdu:
ODO : 105.00km, TN: 7.00km
CLK: 05:23h, AVS: 19.50km/h
Max: 34.40km/h, Temp: 17.0°C
HRmax: 157 ( 82%) Avg: 111 ( 58%)
Climb: 405m, CAL: 3245kcal

Nadreński Maraton

Sobota, 16 kwietnia 2011 · dodano: 16.04.2011 | Komentarze 0


Dzisiaj kolejna zaplanowana trasa. Miało być 60km a wyszło... tyle ile wyszło. Ot takie uzależnienie od kilometrów. Bo jakże można nie pojechać pod katedrę Kolońską będąc od niej 12km? Wstyd by był, więc pojechałem. Potem stwierdziłem, że wstyd byłby również gdybym nie przekręcił 100km. Koniec końcem wstydu nie było w ogóle. I nawet do Aldiego przed zamknięciem zdążyłem. Sparta spisała się wyśmienicie, choć miałem stracha, że coś może się zepsuć po drodze i stanę przed koniecznością powrotu piechotą nawet 20km. Bez problemów docieram jednak do Dusseldorfu i znajduję chwilę na obejrzenie panoramy z mostu, którym przeprawię się na drugą stronę Renu.

Tego, że na zielonym mało nie zostałem rozjechany na placek przez jakąś gapę problemem nie nazwę. Raczej fartem i to kierowcy. Tutaj za potrącenie rowerzysty na ścieżce rowerowej i do tego na zielonym świetle miałby odpowiednie urwanie głowy. Stąd wszyscy kierowcy wręcz nieprzyzwoicie uważają na rowerzystów.

Czasem aż mi głupio, gdy jadę całkiem szeroką drogą a tu robi się za mną sznurek kilku aut, z których żadne nie próbuje nawet wyprzedzać. Dzięki temu można się skupić na jeździe a nie kręcić głową wokoło i ciągle nasłuchiwać. Równa droga, słońce, pełno rowerów w obu kierunkach, po prostu super. Jadę więc dalej do Feste Zons.

Malownicze miasteczko, położone na lewym brzegu Renu, naprawdę warte jest obejrzenia. Zameczek, wąskie uliczki, stylowe domy i kamieniczki. Pełno maleńskich kawiarenek i masa okupujących je turystów.

Po drodze mijam zagubione prosiaki. Nie daję się jednak na mówić na sesję foto z wieprzowiną. Roweru nie zdradzę, na wieprzu jeździć nie będę!

Dalej już tylko do Kolonii. Od Feste Zons trzeba pedałować dobrych 25km to ulicą, to ścieżkami. Wreszcie docieram do jednego z terminali przeładunkowych co oznacza, że wjechałem wreszcie do miasta.

Tutaj oczekuje mnie założony cel wycieczki, czyli Katedra Kolońska. Trzeba przyznać, że jest to wyjątkowa budowla. Prawdziwy pokaz mistrzów architektury. Plan wykonany w 150% tak więc czas do "domu". Z Kolonii wracam prawym brzegiem Renu. Stąd trasę znam jak własną kieszeń, toteż gubię się kilka razy. A jak! Niemniej jednak docieram bez problemów do Monheim. Czas na odpoczynek. Sparta zasłużyła dzisiaj na małą sesję. Świetna robota!







Kategoria turystycznie